czy

modro_2

mmmmm

w raju

modro_444

test2

test

Święty Stanisławie, Tyś u Boga w sławie… śpiewamy w „Bogurodzicy”

Święty Stanisławie, Tyś u Boga w sławie… śpiewamy w „Bogurodzicy”

Od kanonizacji 17 września 1253 roku, św. Stanisław ze Szczepanowa uważany jest za głównego Patrona Polski. Już w XII wieku Wincenty z Kielczy nazywał go „Pater Patriae” - ojcem ojczyzny, a w powszechnej świadomości funkcjonuje jako jej obrońca i orędownik.

Od wieków prawda i legenda o nim są żywe szczególnie w Krakowie, a każdego maja ulicami miasta przeciąga procesja z Wawelu na niedaleką Skałkę. Tam bowiem 8 maja (lub - jak podają inne źródła - 11 kwietnia) 1079 roku biskup Stanisław celebrujący mszę w kościele św. Michała został zabity przez królewskich siepaczy, według zaś innych przekazów - przez samego króla Bolesława Śmiałego. Rokrocznie procesja, której początek najpewniej dała uroczystość pokanonizacyjna, rozpoczyna się w katedrze mszą świętą. Następnie wierni udają się w pochodzie na Skałkę, gdzie uczestniczą w nabożeństwie, i powracają na wawelskie wzgórze. Tego dnia odbywa się na Skałce odpust, który szczególnie dawniej był nie tylko czasem modlitwy, ale także okazją do zabawy, jakiej dostarczały liczne kramy, karuzele i inne atrakcje. Pobożni pątnicy mieli możliwość zobaczenia pnia na którym, jak przekazuje tradycja, poćwiartowano ciało Biskupa i wmurowane w ścianę fragmenty kamiennej posadzki, która miała być zbroczona jego krwią. Korzystano z uzdrawiającej mocy wody ze Skałki, która miała leczyć chore oczy i skórę. Nadal przed kościołem znajduje się sadzawka z barokową figurą św. Stanisława, nazywana Kropielnicą Polski. Do niej, według podań, wpadł palec Biskupa, gdy porąbane szczątki wyrzucono ze świątyni. Wcześniej, w jej wodach Stanisław Szczepanowski miał chrzcić mieszkańców okolic Krakowa. Do niedawna odwiedzający Skałkę wrzucali też do sadzawki monety „na szczęście, na zamęście, na powrót szczęśliwy”.

Wyjątkowy charakter miały ekspiacyjne procesje polskich władców do miejsca śmierci św. Stanisława, w których uczestniczyli wszyscy panujący, począwszy od Władysława Łokietka, prócz Stanisława Leszczyńskiego i Stanisława Augusta Poniatowskiego. Wprawdzie ten ostatni, w wigilię koronacji udał się do warszawskiego kościoła św. Krzyża, gdzie modlił się przed obrazem św. Stanisława. Na Skałkę przybył kilkanaście lat później. Jak było w zwyczaju, każdy monarcha w przeddzień koronacji (zwykle w sobotę), udawał się najczęściej pieszo na Skałkę przy dźwiękach wszystkich krakowskich dzwonów, by stamtąd wrócić do katedry na nieszpory. Bezpośrednio przed królem niesiono relikwiarz głowy św. Stanisława, którym go później biskup błogosławił. Królowie polscy udawali się na Skałkę, by uczcić Patrona Polski, przypomnieć sobie jego męczeństwo, a także wyprosić błogosławieństwo i opiekę. Procesję traktowano również jako formę oczyszczenia za grzechy własne, oraz ekspiację za zabójstwo biskupa Stanisława przez Bolesława Śmiałego.

Przypomnijmy, że pierwsze wzmianki o Stanisławie znajdują się w kronice Galla Anonima. Z jego opisu czerpali wiadomości Wincenty Kadłubek, następnie Wincenty z Kielczy, który wykorzystał wspomniane źródła, uzupełniając je i poszerzając, między innymi o znaną legendę o Piotrowinie (zobacz link, rzadki drzeworyt ludowy: nr inw. 7815 MEK). Autorami kolejnych żywotów św. Stanisława byli Jan Długosz, a także Piotr Skarga. Późniejsi badacze szukający przyczyn konfliktu biskupa z królem dochodzili do często przeciwstawnych wniosków. Św. Stanisław miał wstawić się za wiernymi, ciemiężonymi przez monarchę, bądź potępił publicznie niemoralne życie władcy. Zarzewiem konfliktu mogły być także spory wynikające z działań papieża Grzegorza VII, dotyczące między innymi roli władzy świeckiej i duchowej, które podzieliły wówczas Europę. Określony pogląd na „sprawę św. Stanisława” stawał się wręcz legitymacją świadczącą o stanowisku politycznym i światopoglądowym tego, który był jej zwolennikiem.

Wróćmy jednak do Krakowa, na Skałkę. Tam właśnie, prawdopodobnie ok. 1150 roku złożono początkowo ciało Biskupa. Wkrótce jednak „z napomnienia Boga” przeniesiono je na Wawel. Pisał hagiograf: „Do grobu jego zbiegali się też z pobożności liczni mężowie i niewiasty, obejmowali grób i dotykali ustami, lub zbierali z niego odrobinę ziemi lub kamienia, a dotknięcie tego rodzaju leczyło wiele chorób cielesnych i rozpraszało liczne utrapienia ducha. Dopóki jego święte ciało spoczywało w kościele św. Michała, ukazywał się często takim pobożnym ludziom i pouczał ich o wielu sprawach, które dotyczą zbawienia lub pociechy serca, a przeniesiony do katedry czynił to samo. (…) Wreszcie aż do dnia dzisiejszego niezliczeni chorzy, zwłaszcza na gardło i na spuchliznę, i to nie tylko chrześcijanie (...) dotknięci jego biskupim pierścieniem lub wodą, w której zanurzono ów pierścień, odzyskują upragnione zdrowie”. Wawelskie miejsce spoczynku – konfesja św. Stanisława szybko stało się miejscem ważnym. Zyskała miano „Ara Patriae” - ołtarza ojczyzny. Pod opiekę Świętego uciekano się w trudnych dla narodu chwilach dziejowych. Jego wstawiennictwu współcześni przypisywali między innymi zwycięstwo pod Płowcami w 1331, czy Grunwaldem w 1410 roku. Od XIV wieku przed grobem Patrona Polski składano trofea zdobyte na wojnach. Kult św. Stanisława był jednym z czynników wspierających połączenie się księstw w jedno królestwo w dobie rozbicia dzielnicowego. Podobnie, po rozbiorach legenda o zrośnięciu się poćwiartowanego ciała Męczennika posłużyła jako symbol, dający nadzieję ponownego odrodzenia Państwa Polskiego. Często dopiero w obliczu „ołtarza ojczyzny” pątnicy przybywający do Krakowa z różnych zaborów, uświadamiali sobie powiązanie swych regionalnych i rodzinnych tradycji z historią i kulturą Polski. Tu kształtowała się świadomość narodowa.

Grażyna Mosio